piątek

w oczekiwaniu na czekoladę

już niedługo podwieczorek... i upragniona czekolada z chili :) jeszcze pół h :)

a tymczasem mój dzisiejszy jadłospis wyglądał tak:

śniadanie to zimowy kefir z musli. niestety nie dostałam nigdzie musli bez cukru, więc zrobiłam sobie jest sama. dałam łyżkę otrębów pszennych, łyżkę otrębów owsianych i po 1/3 łyżki żurawiny suszonej, pestek słonecznika i sezamu. doprawiłam wg. przepisu mieszanką korzenną (niestety w składzie jest cukier). było smaczne ale przyznam się, że nie było to sycące. już o 9.30 odczuwałam głód także nie mogłam się doczekać II śniadania - surówki z marchewki i imbiru.

stwierdziłam, że dwie marchewki to mało, więc wzięłam niewielką miseczkę. niestety po starciu zrobiło się dużo i wszystko było na stole :) doprawiłam imbirem i odrobiną soku z cytryny. najmniej z tej surówki lubię ścieranie marchewki ;) hehe ale przynajmniej czułam jak pracują mięśnie ramion!



pyyyycha!

w międzyczasie kawa i obiad. uwielbiam ryby więc bardzo czekałam na to danie. użyłam polędwicy z dorsza. błyskawiczne przygotowanie na parze i odpowiednie doprawienie równa się rewelacyjnemu efektowi. przed zjedzeniem skropiłam jeszcze sokiem z cytryny i mniam mniam mniam. bardzo się najadłam.


na zdjęciu widać też plasterki cukinii, które były w mieszance warzyw na patelnię. niestety okazały się rozwodnione i bez smaku, także je zostawiłam. a w przepisie była porcja ryby 200g, ja stwierdziłam, że to dla mnie za dużo i dałam kawałek o masie 150g. miałam rację, bo już taką porcją się najadłam :)

jeszcze kilkanaście minut i moja upragniona czekolada... :) a potem trening! plan na dzisiaj - 25min.